Tajemnica mysłowickich trumien

Tajemnica mysłowickich trumien

„Inżynierowi, aby był doskonały, potrzeba, aby znał naukę i umiejętności, a przy tym praktykę i doświadczenia, aby tym sposobniej mógł przysłużyć się publice i nabyć dobrej sławy i reputacji”.

Jan Krzysztof Mieroszewski: „Co za przymioty ma mieć inżynier?”

Jan Krzysztof Mieroszewski był synem Wojciecha Mieroszewskiego. Wojciech — miał brata Krzysztofa, a ten z kolei syna Krzysztofa. Ale na tym nie koniec z Krzysztofami tej rodziny, gdyż również rodzony brat pierwszego z wymienionych — Jan, nadał swemu synowi imiona Jana i Krzysztofa. Było jeszcze kilku innych Mieroszewskich, na szczęście o odmiennych imionach. Podpisywali się „Mieroszewscy z Mieroszewic”, skąd wywodził się ich ród, ale faktycznie wszyscy, o których mowa, związani byli z Mysłowicami. Niełatwo się w nich wyznać. Pomylił ich, między innymi, ksiądz Jan Kudera, historyk śląski — dziejopis mysłowickiej parafii. Najwybitniejszych z Mieroszewskich chowano w podziemiach miejscowego kościoła farnego, dziś już obiektu zabytkowego. W kościele tym spoczął także Jan Krzysztof Mieroszewski, syn Wojciecha, o którym wiadomo, że zmarł 2 lutego 1679 roku, a nie wiadomo, kiedy i gdzie się urodził. Zasłużył on jak najbardziej na pamięć potomnych. Był to bowiem mąż wyjątkowego formatu: żołnierz, poeta i uczony, inżynier, architekt, geometra i matematyk w jednej osobie, sekretarz aż czterech kolejnych królów polskich — Władysława IV, Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego. W świeżo wydanych „Studiach i materiałach Komitetu Historii i Nauki PAN” mówi się o nim, jako o człowieku bardzo rozległej wiedzy, wielce zasłużonym dla rozwoju polskiej nauki, szczególnie zaś matematyki, jednym z ostatnich wybitnych przedstawicieli naszego Odrodzenia.

J. K. Mieroszewski byt dziedzicem na Mysłowicach, właścicielem Bogucic, do których należały wtedy Katowice, a także Szopienic, Brzęczkowic i Roździeńskiej Kuźnicy. Kiedy żył i działał, Śląsk już od trzech wieków oddzielony był od Polski. Na lewym brzegu Przemszy i Brynicy kończyła się formalnie władza Rzeczypospolitej, a Mysłowice — jak wiadomo — leżały i leżą na prawym. Dla Mieroszewskiego nie miało to znaczenia. Potrafił gospodarzyć na swych śląskich włościach, a równocześnie być jak najbardziej czynnym w Polsce i dla Polski. Ślady po nim spotykamy do dziś zarówno w Mysłowicach, Pszczynie, Bytomiu i Wrocławiu, jak i w Krakowie, Częstochowie i Warszawie. Łączył swą pracą Śląsk i Polskę. Był w tym jednym z najwybitniejszych przedstawicieli Śląska na przestrzeni kilku wieków. I choćby dlatego zasługuje na pamięć i szacunek.

Podstawy szerokiej wiedzy zdobył Mieroszewski w krakowskiej akademii. Jako magister nauk wyzwolonych i doktor filozofii, parał się w młodości poezją w języku łacińskim, wkrótce jednak pochłonęły go tematy polityczne, o czym świadczy wydana w Krakowie „Obrona wolności Rzeczypospolitej i królów Królestwa Polskiego przeciwko twórcom nowego prawa”. Wiadomo dalej, że królowi Władysławowi IV posłował do Rakoczego, a także, że zasłynął jako inżynier fortyfikacji. On to w XVII w. na wyraźne polecenie królów polskich zbudował, przebudował i względnie umocnił mury obronne Krakowa i Częstochowy, Będzina i Olsztyna. Sławę swoją w Rzeczypospolitej najbardziej jednak utrwalił projektem utworzenia w Krakowie przy miejscowym uniwersytecie Akademii Marsowej, czyli wyższej szkoły rycerskiej, która miała kształcić fachowych dowódców wojskowych. Dwukrotnie projekty mysłowickiego dziedzica były przedmiotem uchwał Sejmu Rzeczypospolitej — w 1676 i 1677 r. Uchwały sejmowe wyraźnie zatwierdzały projekt Mieroszewskiego. Niestety, realizacja projektu nie weszła nigdy w życie, chociaż jeszcze w sto lat po śmierci Mieroszewskiego, za czasów króla Stanisława Poniatowskiego, w dyskusji sejmowej nad szkołą kadetów, kasztelan bełzki — Jędrzej Kuropatnicki przypomniał o „Fundatio Mieroszevciana” i wielkich zasługach Jana Krzysztofa Mieroszewskiego.

Na tym jednak nie koniec: Jan Krzysztof Mieroszewski pozostawił po sobie bogatą bibliotekę, a w niej kilka dzieł przez siebie napisanych o bardzo dużej wartości naukowej. Zbiór ten zapisał Bibliotece Jagiellońskiej. Część spłonęła w połowie XIX w., część jednak ostała się i do dziś dnia przechowywana jest w zbiorach biblioteki.

Na Śląsku stosunkowo szybko o Janie Krzysztofie Mieroszewskim zapomniano, chociaż wiele jest po nim śladów w samych Mysłowicach i w pracach polskich i niemieckich naukowców (dr J. Lustig i Ludwik Musioł). Ksiądz Kudera doszukał się jedynie dokumentu (z 1657 r.), w którym mowa, że miejscowy proboszcz, ksiądz Gosławski, wytoczył Mieroszewskiemu proces, gdyż ten „na wielkie zgorszenie chrześcijaństwa, a szczególnie parafian mysłowickich, ściąga Żydów, dotychczas w obrębie parafii nie zamieszkałych…”.

Adam Wachułka, który ostatnio zajął się osobą Jana Krzysztofa Mieroszewskiego i analizą jego prac naukowych z dziedziny geometrii, przypuszcza, że mysłowicka ordynacja rodowa, którą stworzył Jan Krzysztof Mieroszewski, powstała wtedy, kiedy ten „zrażony jakimiś nie do przezwyciężenia trudnościami, zrezygnował w końcu z świetnego pomysłu założenia szkoły rycerskiej…”.

Mieroszewski zmarł bezpotomnie. Dobra mysłowickie odziedziczył syn jego brata — Jan Krzysztof Mieroszewski. Wdowa po niedoszłym twórcy Akademii Marsowej — Agnieszka z Bibersztyna Mieroszewska, na dokumentach, znajdujących się do dziś w archiwum w Pszczynie, podpisywała się jako „pozostała po nieboszczyku panu Janie Krzysztofie Mieroszewskim, sekretarzu króla polskiego i szwedzkiego”.

Stary mysłowicki kościół jest w tej chwili w remoncie. Uznany za budowlę zabytkową, odbudowywany jest przy pieniężnej pomocy państwa. Podczas prac natknięto się w kryptach kościoła na kilka zapomnianych trumien. „Wokół tych trumień rozgorzała walka”. Tygodnik „Wiadomości Mysłowicko-Szopienickie”, podając o odkryciu „trumien generałów powstańczych i szambelanów królewskich”, domagał się odpowiedniego ich zabezpieczenia. Informację powtórzyły Polskie Radio i Śląska Telewizja, zajmując w tej sprawie zgodne stanowisko, nie pozbawione słuszności, że chodzi o polskie pamiątki narodowe.

Inne stanowisko zajął felietonista Wisz. W swych „Notatkach i utarczkach” pt. „Kaczka — trzy razy”, pisze on: „Rzecz w tym, że trumien takich w Mysłowicach nie ma i nie może być. Jeśli chodzi o generałów Powstania Listopadowego, to są oni dobrze znani każdemu niemal dziecku z ławy szkolnej… Na długo przed wybuchem Powstania Listopadowego władze pruskie zakazały grzebania zmarłych w kryptach kościelnych Mysłowic i innych miast śląskich. Zresztą, gdyby nawet takiego zakazu nie było — jak sobie wyobrażają „Wiadomości” pogrzeb generałów powstania za kordonem… Kilku generałów powstania kościuszkowskiego także nie wymknęło się spod uwagi naszych historyków, wiadomo, co się z nimi stało i że nikt z nich nie został pochowany w Mysłowicach. Zresztą i to było niemożliwe… Szambelanów królewskich było wprawdzie więcej, niż generałów obu powstań, nie była to jednak zbyt wielka funkcja… Gdyby więc nawet jakiś szambelański ułomek znalazł się cudem w krypcie mysłowickiej, niepotrzebne to cale larum o pamiątki narodowe dokumenty polskości”.

Jeśli chodzi o szambelanów, to może rzeczywiście żadnego z nich nie pochowano w mysłowickich kryptach. Pochowano natomiast — jak to wykazaliśmy wyżej — kogoś dla Polski znaczniejszego. Co prawda — przed powstaniami. Co do generałów — rzecz jest jednak niepewna i wymaga jeszcze badań. Niemiecki historyk miasta Mysłowic — dr J. Lustig, w swej „Geschichte der Stadt Myslowitz”, wydanej w 1867 roku, podaje str. 57 przy zestawieniu właścicieli Mysłowic: „1780—1806 Mieroszewski, Felizian von, Oheim von Vinzent, war polnischer General. † 1806 9/2”.

Skądinąd wiadomo, że jeden czy dwóch Mieroszewskich z Mysłowic było żołnierzami kościuszkowskimi. Felicjan Mieroszewski ma swój nagrobek w mysłowickim kościele, tu też został pochowany. Czy był on generałem kościuszkowskim, trudno z całą pewnością stwierdzić. Nie jest wykluczone, że był on tzw. „generałem nieforsztelowanym” czyli jedynie z tytularnym stopniem (por. Encyklopedia Wojskowa, I. III — W-wa 1933, s. 32), bo i takie w tym czasie jeszcze istniały, chociaż ich posiadacze nigdy prochu nie wąchali. Przypuszczenie to, nie mające wprawdzie w tej chwili żadnego udokumentowania, nasuwa się stąd, że mniej więcej do końca XVIII w. istniała w Mysłowicach kuźnica, zwana Szabelnią, w której — według kilku autorów — kuto kosy dla chłopstwa, udającego się do wojsk kościuszkowskich. Mógł Kościuszko o tej szabelni wiedzieć, a mógł też nie wiedzieć. Tak zresztą, jak znać lub nie znać działalności Mieroszewskich. Faktem jednak jest, że był to jeden z nielicznych rodów szlacheckich na Śląsku, który zachował swą polską narodowość. Wspomniany wyżej Lustig nie szczędzi Mieroszewskim słów krytyki, dowodząc, że od czasów zagarnięcia Śląska przez Fryderyka II „usunął im się grunt spod nóg”.

Wisz, kończąc swój felieton na temat mysłowickich trumien, pisze w ten sposób: „Wiadomościom” przydałoby się więcej wiadomości z historii ojczystej, z historii regionalnej, a także więcej taktu…”.

Tak, przydałoby się! Zwłaszcza tym, którzy uchodzą za luminarzy wiedzy i prawdy o Śląsku…

Stanisław Ziemba

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika „Panorama Śląska” w 1958 r.




Komentarze