Ślōnskŏ Ferajna posprzątała kilkanaście cmentarzy

Marta Sȕssmann zmarła w 1936 r., mając zaledwie 26 lat. Jest pochowana na cmentarzu przy Wzgórzu Cmentarnym w Krzyżowej. Nie wiemy, jaka była jej historia. Nie wiemy też, gdzie znajduje się jej miejsce pochówku. Została tylko płyta z wyrytymi imieniem i nazwiskiem, datą urodzin i śmierci. Jedyny ślad jej ziemskiej wędrówki. Tablica nagrobna jest wmurowana, podobnie jak kilka innych, w ścianę lapidarium.

Taki jest los tysięcy miejsc pochówku dawnych mieszkańców Dolnego Śląska. Porozbijane i poprzewracane płyty nagrobne, rozkopane groby, nekropolie, które pełnią dzisiaj rolę nieoficjalnych śmietników. Czasami w otchłani grobowej, wśród odpadków, można dostrzec ludzkie kości. Na cmentarz wyrzuca się wszystko: wypalone znicze, zwiędłe czy wyblakłe bukiety kwiatów, butelki, a nawet stare opony i sienniki. Przecież już nikt nie pamięta o tych zmarłych, więc można…

Od kilku już lat Ślōnskŏ Ferajna przed dniem Wszystkich Świętych odwiedza i porządkuje stare nekropolie na Górnym i Dolnym Śląsku. Najczęściej te ewangelickie. W czasie tegorocznej akcji „Sprzątamy 500 grobów na 500-lecie reformacji” członkowie i sympatycy stowarzyszenia odwiedzili kilkanaście cmentarzy ewangelickich na Śląsku, na których pozbierali śmieci, zgrabili liście i wycięli krzewy. Przy każdym grobie na chwilę symbolicznie przystanęli. W ciszy i skupieniu zapalili mały znicz i odmówili modlitwę w intencji tych, o których ludzie już zapomnieli.

Bytom: trzydniowa praca

Przez trzy dni Ślōnskŏ Ferajna porządkowała starą ewangelicką nekropolię w centrum Bytomia, przy ul. Powstańców Śląskich. Patronat nad tą akcją objął europoseł Marek Plura. Spora część cmentarza jest już nieużytkowana, zarosła samosiejkami, a nawet drzewami. Ślōnskŏ Ferajna wycięła krzaki i usunęła liście z alei zasłużonych. – Najgorzij było to wszyjsko przeniyś na plac, kery wskazŏł nŏm ks. proboszcz Sebastian Mendrok – mówi Peter Langer z mysłowickiego stowarzyszenia. – Pogoda nŏm niy dopisała, lŏł dyszcz a było zimno. Wiadomo, niy doprowadzili my tyj czyńści kerchofu do stanu idealnego, nale jak my wyciyli krzŏki a trŏwa to już przynajmnij widać kaj sōm dynkmale a napisy na nich – dodaje. Ślōnskŏ Ferajna ma już plany na przyszły rok. Chce zmobilizować do pracy bytomskie stowarzyszenia. Skoro pięć osób potrafiło doprowadzić część cmentarza do takiej metamorfozy, to praca kilkudziesięciu osób przyniosłaby jeszcze bardziej widoczne efekty. 1 listopada przedstawiciele stowarzyszenia uczestniczyli też w nabożeństwie, podczas którego zapalili znicze i złożyli kwiaty w imieniu europosła Marka Plury.

Opony i sienniki na cmentarzach

Dwa dni Ślōnsko Ferajna spędziła na Dolnym Śląsku. Odwiedziła cmentarze w Jodłowicach, Kadłubach, Chwalimierzu, Brzezince Średzkiej, Kobylnikach, Krzyżowej, Wałbrzychu i Nowinach oraz mauzolea rodu von Hoym w Brzegu Dolnym, von Kramst w Chwalimierzu, von Moltke w Krzyżowej, feldmarszałka Gebharda Leberechta von Blȕchera w Krobielowicach i Emila Beckera w Maciejowej. Większość tych nekropolii określanych jest obecnie jako leśne. Widać jednak, że w momencie, kiedy były zakładane, najczęściej na wzgórzach, drzewostan nie był tak liczny. Upływający czas, a przede wszystkim brak opieki i dewastacja tych cmentarzy sprawiły, że w wiele miejsc trzeba było przebijać się jak przez przysłowiową dżunglę. – Mieli my sekatory, kerymi torowali my se cesta we tyj gynstwinie – mówi Dawid ze Ślōnskij Ferajny. – Trzeba było dawać se pozōr, co by gałynzie niy wybiły ślypiōw abo niy podrŏpały gymby – zaznacza. Na dodatek towarzyszyły im ekstremalne warunki pogodowe. W niedzielę wiał orkan Grzegorz. Czasami podmuchy były tak silne, że nie można było nawet rozmawiać, a groźne przechylające się drzewa stanowiły nie lada zagrożenie.

Trumny posłużyły jako… sanki

Wielkie drzewo spadło kilkadziesiąt metrów od mauzoleum Emila Beckera w Maciejowej (obecnie dzielnica Jeleniej Góry). Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby uderzyło w ten zabytkowy obiekt, który powstał między 1891 a 1902 r. Emil Becker, właściciel fabryk dywanów w Berlinie, tajny radca handlowy, był bardzo szanowny przez mieszkańców wsi. Wspierał sieroty i biednych, założył i umundurował straż pożarną. Jednym słowem przyczynił się do rozwoju miejscowości, o czym jednak dzisiaj już nikt nie pamięta. Miejsce na wzgórzu parkowym, będące jego grobem, nie doczekało się szacunku i czci ze strony obecnych mieszkańców tej niewielkiej dzielnicy Jeleniej Góry. Obiekt należy do prywatnego właściciela, który przed rokiem użyczył go ekipie filmowej kręcącej horror. Do dzisiaj w środku mauzoleum, w którym w dolnej części stoją jeszcze dwie puste trumny, zaraz przy wejściu można natknąć się na wielkiego potwora – rekwizyt z czasów kręcenia filmu. Profanacja miejsca ostatniego pochówku? Zapytany o to spacerujący po parku mężczyzna miał na ten temat jednoznaczne zdanie. – Mnie się to też nie podoba, jak wiele innych rzeczy. U was na Górnym Śląsku nie było takich zniszczeń jak tu, na Dolnym. Ludzie, którzy przybyli na tzw. ziemie odzyskane, nie mieli poczucia przywiązania do tutejszej historii i tradycji. Zresztą traktowali przesiedlenie jako stan tymczasowy. Ciągle liczyli na powrót na wschód. Spotkałem się nawet z taką opinią, że trzeba to wszystko zniszczyć, bo Niemcy i tak tutaj wrócą. Wy nie wiecie, co się tutaj działo… – mówił. Po czym opowiedział sytuację, która rzeczywiście nadaje się na scenę do filmu grozy. W latach 80. XX w., a zatem zaledwie 30 lat temu, dzieci urządziły sobie zawody saneczkarskie, wykorzystując… trumny z mauzoleum Emila Beckera.

Nowice: cmentarz, na którym szanuje się zmarłych

Ślōnskŏ Ferajna odwiedziła również cmentarz w Nowicach, którym opiekuje się jeden człowiek, Józef Rainsz. Od dziewięciu lat codziennie przychodzi na niewielki cmentarz na wzgórzu, by wszystko ogarnąć gospodarskim okiem. Sam postawił powywracane nagrobki, ułożył porozbijane tablice w jedną całość. – Za swoje pieniądze po trochu, po trochu doprowadzam go do porządku. Planuję postawić ogrodzenie. Nie zachowały się żadne dokumenty, plany dotyczące cmentarza. Muszę skontaktować się z kościołem Pokoju w Świdnicy, może oni coś wiedzą – mówi.

To tu spoczywa jego zaledwie 15-miesięczna siostrzyczka Elisabeth, która zmarła 3 września 1945 r., czyli tego samego dnia, kiedy pan Józef się urodził. – Przyszedłem na świat o godz. 9, a ona odeszła o 11 – wspomina. Cmentarz w Nowicach to również miejsce pochówku pierwszej żony jego ojca. Druga małżonka, matka pana Józefa, pochodziła z Rudy Śląskiej. Za wdowca Reinscha wyszła w 1936 r. i zamieszkała na Dolnym Śląsku.

Obecnie na cmentarzu znajduje się 330 nagrobków, na każdym pali się znicz i ozdabia go bukiet kwiatów. Pan Józef o nikim nie zapomina, a przecież nie znał tych ludzi. Traktuje ich jak swoich, mimo że byli mu zupełnie obcy. Niektórzy przecież zmarli w połowie XIX w. W imieniu europosła Marka Plury Ślōnsko Ferajna przekazała opiekunowi cmentarza znicze oraz bukiet kwiatów. Niestety, panujące warunki atmosferyczne, czyli wiejący z ogromną siłą orkan Grzegorz, uniemożliwiły zapalenie świeczek w momencie wizyty.

Epilog

Mały Willi urodził się na dwa dni przed sylwestrem 1922 r. Żył zaledwie cztery miesiące. Nie wiemy, czy chorował, kim byli jego rodzice. Na pewno cieszyli się z narodzin synka. Willi jest pochowany na cmentarzu w Bukowcu. Została po nim tylko płyta z wyrytymi imieniem i nazwiskiem, datą urodzin i śmierci. Jedyny ślad jego ziemskiej wędrówki: maleństwa, które nawet jeszcze nie potrafiło mówić. Czy zasługuje na brak szacunku i niepamięć tylko dlatego, że gdyby żył, to jego pierwsze wyuczone słowo byłoby „Mutter”, a nie „mama”?

Nadesłano: Mirella Dąbek

 




Komentarze